wtorek, 15 marca 2011

S jak spacer w słońcu i... w sepi ;)



Troszkę  koloru...



 i naturalu... ;)


Dobrze nam razem....
Pozdrawiamy BAJM :)

P.S. Zdjęcia robione zwykłym ''głuptakiem''  ;)

NIEDZIELA 13.03.2011r.

niedziela, 13 marca 2011

6 BRAWO!

W piątek po pracy odebrałam Alę (lat 6) ze świetlicy szkolnej (klasa I). Ala na powitanie mówi: ''Mamo będziesz ze mnie najdumniejsza..'' Na pytanie: Dlaczego? Usłyszałam: ''Dostałam 6 BRAWO! z dyktanda''. Uściskałam, podrzucałam... i powiedziałam, że pochwalę się całemu światu, co niniejszym czynię :) To pierwsza 6 z dyktanda, a w dodatku 6 BRAWO! (dla niezorientowanych, to coś więcej niż 6). Ale to nie koniec historii... Dumny tatuś zapytał, jaką sobie dziecko życzy nagrodę, może nowego ChichiLova (to kolekcja piesków, dla niezorientowanych) albo lody?? Ala na to: chcę uszyć coś z mamą... i tak zaczęło się wielkie szycie i wypychanie ;) 

A oto fotorelacja z piątkowego wieczoru:



Nowi domownicy otrzymali nawet swoje imiona...

KINGA :) Ali

KAMILA :) Juli
Sama się nie spodziewałam, że tak gładko nam pójdzie i dobrze wyjdzie... ale jak to mówią, dla chcącego... ;)

Z żalu, że nie mogę być na Gosinych warsztatach wiankowych...  poczyniłam sobie na drzwi wejściowe taki oto wianek:

Taki wiosenny, ale jeszcze nie świąteczny :)

A pamiętacie jeszcze mój domowy ogródek?? Rzeżuchę dosiewałam już 3 razy, bo zjadamy na bieżąco, a bazylia wciąż rośnie... chyba w zwolnionym tempie...

Pozdrawiam
bardzo dumna MAMA ;)

środa, 9 marca 2011

MARZEC :)

U nas jak zawsze dużo się dzieje :) W niedzielę zostawiłam tatusia z dziewczynkami i ruszyłam 100km na warsztaty z filcu organizowane przez Gosze z Kobiecym Punktem Widzenia w Szczecinie. Warsztaty prowadził ekspert od biżu Aga :) Nie sądziłam, że tak to się robi, ale wyszło, zobaczcie sami...
 z tego:

wyszło mi to:


Dziewczyny bardzo Wam w tym miejscu dziękuję, było super ;) 
Fajne, nowe doświadczenie....

A z okazji Dnia Kobiet mój mąż sprawił mi taki oto prezent:



Może coś Wam to przypomina?? Goździk i rajstopy.... ;)

Po południu było wielkie ognicho i sezon wiosenno-ogniskowy otwarty:


Po ognichu ruszyliśmy do ogródka w poszukiwaniu wiosny i .... 
jest:

pierwsze kwiatki w naszym ogródku w tym roku :)

Dzień nie mógł się skończyć lepiej... 
powiększyła się nam rodzinka...
oto moja bratanica Hania:


prawdziwa kobietka ur. 8 marca :)

życzę Wam samych udanych marcowych dni...
M.

piątek, 4 marca 2011

Akcja domki :)

Po tym, jak udało mi się uszyć serduszka i torebeczki zamarzyło mi się uszyć domki... Domki widziałam po raz pierwszy u Llooki tu. Domki Llooki są cudne, a moje nieco powiększone proporcjonalnie do podwójnych potrzeb. W związku z tym, że zakochałam się w nich od pierwszego zobaczenia od razu zapragnęłam zrobić takie dziewczynkom. Pomysł trafiony, ponieważ mają na poddaszu materac na panelach (ze względów bezpieczeństwa - Jula strasznie się w nocy kręci, wędruje i wchodzi na Alę), więc domki będą pełnić rolę ocieplenia ściany (w środku są wypchane ryzą owaty), ozdoby i przechowalnika różności (jeden domek musiał być z garażem, żeby zmieścić wieczorne lektury). 

projekt wstępny:



i efekt końcowy:






Krzywulce takie mi wyszły, ale są ;) Jeszcze dobrze nie powiesiłam, a już zostały napakowane... Małe dziewczynki podobnie jak te duże lubią ''przydasie'' :)
W tym samym dniu przyszła paczka od MaJu z prezentami dla dziewczynek zupełnie pasującymi do naszych ostatnich upodobań:



 Dziękujemy Anetko! Dziewczynki przypasowały sobie do bluzeczek i ulubionych kolorków ;)
U nas już sezon huśtawkowo-okularowy rozpoczęty - PRZEDWIOŚNIE!!!!


środa, 2 marca 2011

Gdzie byłam... jak mnie nie było :)

Dawno mnie nie było, ale jestem... jestem... Nie wiem, czy też macie takie same odczucia, ale mi osobiście nigdy nie chce się jechać na wyjazdy ''integracyjne'' z pracy. Tym razem również się nie zapisałam, ale... gdy zobaczyłam program - zmieniłam zdanie ;) Okazało się (i tu UWAGA! Muszę wystąpić z petycją, żeby pozycje poniższe zostały wpisane jako stały punkt wszystkich integracji!), że poza balangowaniem, piciem, jedzeniem, tańczeniem, jedzeniem, tańczeniem i piciem.... są inne punkty programu:
- masaż klasyczny, masaż bańką chińska :)
- warsztaty w kuźni ceramicznej :))
Nie zostało mi nic innego jak dopisać się ;) Było super, chociaż trzy dni bez dzieci... męża... domku... gotowania... sprzątania.... - tęskniłam, ale wytrzymałam i oni też ;)

Zobaczcie, co ulepiłam:



Miseczka - jeszcze podczas wysychania (ok.2 tygodnie) W naszym Domu Kultury jest koło garncarskie, polecę więc niedługo do nich, żeby mi wypalili. Oczywiście zaszalałam i kupiłam sobie wazon, od Pani K., która prowadziła zajęcia w ''Kuźni ceramicznej'' (zupełnie przypadkiem właśnie znalazłam jej bloga http://ceramikka.blogspot.com/). Tworzy tam przepiękne rzeczy i ciężko było się zdecydować, ale mam go ;)

Jest bardzo duży, ciężki i piękny - prawda??

O masażu powiem tak: było cudownie... zdjęć na szczęście nie mam, więc musicie uwierzyć mi na słowo :)

Poza tym,  jak widzieliście w ostatnim poście trwały u nas prace nad nowym korytarzem na poddaszu . Robiliśmy go od zera i niedawno wyglądał tak:

 i oto efekt końcowy:

podpisy malarskie ;)

Kto malował - widzieliście w poście poniżej, panele kładł Tatuś B. z dziadkiem, listwy robiła Julcia z tatą B, a mamusia M. wszystko pomyła i robiła piciu i kanapeczki. Nie ma to jak praca zbiorowa ;) Został nam pokój Juleczki i ubikacja... ale pomalutku. 

Na koniec zobaczcie, jak szalenie rośnie mój szczypiorek... nie nadążamy zjadać :)

  Zdrówka! M.